Skip to content

Kuchnia dawniej i dzisiaj

Do bardzo niedawna kuchnia była uważana za rodzaj śmietnika domowego. Kulawe stoły i niedomykające się szafy, zniszczone krzesła i połamane stolki wyrzucało się do kuchni i z nich formowało mniej lub więcej celowe jej umeblowanie.

Artykuł ze starej książki Jak urządzić wzorową kuchnię — Elżbieta Kiewnarska, 1930

Do bardzo niedawna kuchnia była uważana za rodzaj śmietnika domowego. Kulawe stoły i niedomykające się szafy, zniszczone krzesła i połamane stolki wyrzucało się do kuchni i z nich formowało mniej lub więcej celowe jej umeblowanie.

Ściany izby kuchennej bielono wprawdzie od czasu do czasu, lecz niedbale, pobieżnie, przyczem pobiała wysypywała się wprost do rondli, stojących na blasze, jako nieprzewidziana przez żadne przepisy przyprawa kuchenna. W najlepszym razie malowano ściany olejno na jakiś ponury — „praktyczny” — brązowy, czy stalowy kolor, aby nie zniszczyły go dym i para, stale przepełniające kuchnię.

Podłoga z niemalowanych desek, nigdy nie wysychająca od ciągłego szorowania (przez służącą, lubiącą czystość), lub lepka od brudu (przy służącej mniej o nią dbalej). Okno zawieszone pretensjonalnemi, starami firankami — zbiornikami kurzu i pajęczyn.

Dużą część kuchni zajmowało wysokie, spiętrzone pierzynami i poduszkami, łóżko kucharki; czasem, przy liczniejszej służbie, dwa łóżka, gdyż słuźbowy pokój zajmował, oczywiście, lokaj, a pokojowa wraz z kucharką mieściły się w kuchni. Komody tych paní, ich kufrы, barwnie malowane. Na ścianach obrazy świętych pańskich, zdobne w papirowe kwiaty i zasuszone palmy. Szkło w ramach, pokryte śladami much i pajaków, same ramki obficie zamieszkałe przez pluskwy. Okolo blachy ściany posiadały mnóstwo kryjówek, gdzie się mieściły prusaki i czarne karaluchy.

I w takiej to kuchni przyrządzało się pożywienie rodzin kulturalnych, gotowało przysmaki na wykintne przyjęcia dla gości. Nic dziwnego, że pani domu jaknajrzadziej wstępowała do tego wstrętnego przybytku brudu i nieprzyjemnych zapachów, a zawód służącej był uważany poniekąd za poniżający.

Z chwilą, gdy stosunki materialne inteligencji po wojnie zupełnie się zmieniły, gdy kilkoro dawnej służby musiała zastąpić jedna służąca do wszystkiego, gdy sama pani, jeżeli nie samodzielnie gotować, to często pomóc kucharce jest zmuszona, a zatem niejedną godzinę w kuchini spędza — wszystko musiało zmienić się radykalnie. Zrozumiano nakoniec, że kuchnia jest warsztatem pracy najważniejszej z prac domowych, że jest to laboratorium, w którym się przyrządza pożywienie.

Powoli zaczęto wprowadzać czystość i porządek w tem laboratorjum, usuwać rzeczy zbędne i zastępować je bardziej zastosowanemi do potrzeb nowoczesnych. Zaczęto dbać o celowość, a nawet o estetykę

sprzętów i narzędzi. Brak służby męskiej dał możność przeniesienia kucharki wraz z jej łóżkiem, szafą czy komodą, dewocjonaljami i t. p. do pokoju służbowego. Pojawiły się specjalne meble kuchenne, jasne, proste, łatwe do zmywania i utrzymania w porządku.

Jeżeli kuchnia ma służyć tylko do przygotowywania pokarmów — do czego właściwie dążyć należy, gdyż wszelkie pranie, a tamberdzij trzepanie ubrań, zanieczyszcza wywiziami lub kurzem powietrze tego laboratorium — a każde laboratorium, tamberdzij takie, które wyrabia artykuły, przeznaczone do odżywiania ludzi, idealnie czyste powietrze mieć musi — to powinna ona zawierać tylko te meble i sprzęty, które do gotowania i sprzątania po gotowaniu są potrzebne. Conajwyżej można w niej tolerować prasowanie, jako robotę czystą i stosunkowo mało miejsca zajmującą.

W każdym domu dochodowym w mieście muszą być specjalne pralnie, z których lokatorzy kolejno korzystać powinni. Takie urządzenia dawno istnieją w Niemczech i Austrii, oraz istniały w stolicach i większych miastach przedwojennej Rosji. Drobne przepierki racjonalniej jest uskutecznić w łazience. Czyszczenie zaś ubran i obuwia, o ile niema na ten cel specjalnej sionki lub komórki, musi być przeniesione na dwór, czy na schody kuchenne, ażebyśmy kurzu, przyniesionego z ulicy, nie zjadali w potrawach.

Kuchnia duża może pozostać na wsi, gdzie się piecze codzień bułeczki do stołu, a co tydzień lub częściej, chleb pytlowy i razowy; gdzie się przyrządza duże ilości konserw na zimę, a w zimie wyrabia różne wędliny, kiszki i t. p. Oprócz tego kuchnia wiejska służy zwykle za jadalnię służby dworskiej, musi więc być odpowiednio obszerna. W mieście zbyt duże kuchnie powinny być zupełnie skasowane. Można z nich oddzielić część na pokój dla służącej. Taki oddzielny pokoik, choćby nawet ze sztucznem oświetleniem jest lepszy, niż sypianie służby w kuchni. Niezależnie od tego, że mniej przenikają do niego wszelkie wywizy pokarmów, swąd smażonych tłuszczów, w każdym wszelkie czuć się bardziej u siebie, w lepszym porządku utrzymać swoją bieliźnę i ubranie, może swobodniej się przebrać, a w wolnych godzinach lepiej odpocząć „u siebie”, niż w kuchni, do której domownicy mogą mieć różne interesy i dostęp w każdej chwili.

Miejska kuchnia współczesna powinna być nieduża, lecz tak urządzona i umeblowana, aby była wygodna do pracy i dawała możność gotowania na mniejszą lub większą ilość osób, zależnie od potrzeby chwili. Oczywiście, kuchnie takich rozmiarów, najlepiej przystosowanych do pracy, mogą być budowane tylko w nowych domach. Cztery załączone ilustracje (4, 5, 6 i 7) są to fotografie kuchni, należącej do p. M. Chmieleńskiej, zbudowanej według jej wskazówek i urządzonej przez nią według wszelkich wymagań nowoczesnych. Model tej kuchni był wystawiony w pawilonie pracy kobiet na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu, gdzie uzyskał dyplom honorowy.

Lecz nietylko w nowych domach można urządzić kuchnię wygodną i dostosowaną do nowoczesnych wymagań. Fotografie 5 i 4 przedstawiają kuchnię pani Orłowskiej, mającą niewygodny kształt podłużny, właściwy większości dawnych kuchni miejskich. Tę zbytnią długość zmniejszono przez oddzielenie części kuchni na pomieszczenie dla służącej. Wszystkie meble, sprzęty, narzędzia i naczynia są rozmieszczone tak celowo i pomysłowo, że praca w tej kuchni jest o połowę przynajmniej zmniejszona i ułatwiona. Na te dwie ostatnie fotografie zwracam specjalną uwagę moich czytelniczek, gdyż są one dowodem, że przy dobrych chęciach nawet w starym domu, nawet w kuchni o niedogodnym kształcie, można rozkładać meble i urządzenia (oczywiście, poza blachą i zlewem, które są nieruchome) tak zmienić, aby nasze laboratorium żywnościowe przystosować do dzisiejszych wymagań.

Idealęm jest wyłożenie ścian kuchennych płytkami majolikowemi, wobec jednak ich drożyzny, ściany kuchni muszą być wymalowane olejno, aby je można łatwo zmywać gąbką. Gdyby wymalowanie całych ścian wydawało się nam zbyt kosztowne, można górną ich część i sufit pozostawić pobielane, a wymalować ściany tylko na wysokość półtora metra. Kolory należy wybierać jasne, wesołe, nie zanadto jednak jaskrawe: najmilsze są różne odcienie perlowego, kremowego, bardzo blado oliwkowego.

Co do podłóg, to najłatwiejsze do utrzymania w porządku są drewniane, malowane olejno; są one poza tem najmniej męczące dla osób pracujących w kuchni; ponieważ jednak potrzebują częstego przemalowywania, są dosyć kosztowne i stąd, szczególnie po wojnie, rzadko stosowane. Podłoga z białych heblowanych desek również nóg nie męczy, wymaga jednak często, niemal codziennego szorowania, przy czem plamy tłuste, tak częste w kuchni, z trudnością dają się z nich usuwać. Najczęściej spotykamy podłogi z płytek majolikowych, bardzo estetyczne, łatwe do utrzymania w czystości — niestety, jednak, bardzo zimne i męczące dla nóg.

Idealną jest podłoga kuchenna, cała pokryta linoleum. U nas jest to, niestety, bardzo drogie. Można jednak przy podłogach z desek niemalowanych, lub płytek kamiennych, umieścić kilka kawałków linoleum w miejscach, gdzie się najdłużej pracuje, to jest przy blasze (ewentualnie przy piecyku gazowym), przy stole, przy którym się wykonywa pracę przygotowawcze, przy umywalni. Takie, niezbyt nawet duże, kawałki linoleum wystarczają zupełnie, aby uchronić nogi od chłodu i, dzięki elastyczności materiału, znacznie zmniejszają zmęczenie nóg przy staniu. Należy pamiętać, że przy podłodze z desek trzeba na noc te dywaniki zdejmować; wilgotna od często szorowania podłoga, pokryta nieprzepuszczającym powietrze linoleum, często powoduje grzyb drzewny, niebezpieczny nietylko dla tej podłogi, lecz i dla całego budynku.

Podaj dalej